Post, modlitwa i jałmużna

trzy kroki na drodze do nawrócenia

W okresie Wielkiego Postu Kościół daje nam wiele możliwości i okazji do nieustannego nawracania się i pójścia drogą Chrystusa, drogą prowadzącą do zbawienia. Zachęcamy do lektury rozważań wielkopostnych przygotowanych przez naszych duszpasterzy.

rozważanie 1. ks. Marek Sawicki Czym jest post?

rozważanie 2. ks. Piotr Nowak Jałmużna wyrazem szczerej miłości człowieka

rozważanie 3. ks. Kordian Broniarczyk Jezus nauczycielem i wzorem modlitwy

Czym jest post?

Post to forma praktyk pokutnych, polegająca na powstrzymywaniu się lub ograniczaniu z motywów religijnych spożywania potraw mięsnych, stanowiąca przejaw chrześcijańskiej postawy pokutnej i akt cnoty (zob. Encyklopedia katolicka).

W Starym Testamencie podejmowano post przed podjęciem trudnego zadania lub ważnej decyzji w celu uzyskania przebaczenia grzechów lub uzdrowienia. Post był też wyrażeniem żałoby lub opłakiwaniem klęski. Poszczono przed spotkaniem z Bogiem. Ta praktyka z czasem stawała się coraz bardziej „na pokaz”. Tymczasem praktyki postne należy połączyć w wewnętrzną intencją nawrócenia lub wyproszenia konkretnej łaski. Post ma więc wyrażać pragnienie wewnętrznej przemiany chrześcijanina, wynagrodzenie za popełnione grzechy oraz walkę z ich przyczynami. Osoba praktykująca post pragnie solidaryzować się z cierpiącymi głód i niedostatek oraz trwać w postawie czuwania.

Głównym motywem podejmowania postu jest chęć pokuty. Tutaj post jest znakiem duchowej przemiany i odwrócenia się od zła. Człowiek poszczący przyznaje, że przyjemności i posiadanie dóbr materialnych nie stanowią dla niego najwyższych wartości. Post pomaga w opanowaniu zmysłowych pożądań i przygotowuje człowieka do czekających go wzniosłych zadań. Zawsze pamiętajmy, że umiarkowanie służy człowiekowi. Dzisiaj można dodać jeszcze jedną funkcję postu: pomaga on człowiekowi w umiejętności panowania nad sobą i w uzyskaniu zdrowego dystansu do rzeczywistości, w której konsumpcja dóbr materialnych jest ukazywana jako dobro samo w sobie. Szukamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania na zewnątrz, a tymczasem w postaci postu mamy do dyspozycji doskonały sposób na odnalezienie ich w sobie. Umiejętność odmówienia sobie czegoś w imię większego dobra wydaje się być dzisiaj bardzo potrzebna.

Dzisiejszy post nie musi koniecznie oznaczać tylko ograniczenia spożywania pokarmów mięsnych. Można spojrzeć szerzej na nasze wady: gadulstwo, plotkarstwo, obmowy, kłamstwo, niekontrolowane korzystanie ze środków masowego przekazu, uzależnienie od alkoholu i innych używek, a także od Internetu, zmysłowość…

Tradycyjnie rozróżniamy post i wstrzemięźliwość. Post w tym kontekście oznacza spożycie tylko jednego posiłku (oczywiście bezmięsnego) do syta w ciągu dnia i obowiązuje w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. Jest to więc post ścisły ̶ ilościowy i jakościowy jednocześnie. Piątkowe powstrzymanie się od pokarmów mięsnych jest nazywane wstrzemięźliwością. Będzie więc to post jakościowy ̶ tu nie mówimy o liczbie posiłków. Wstrzemięźliwość obowiązuje we wszystkie piątki w roku, chyba że w dany piątek wypada obchód liturgiczny w randze uroczystości Pańskiej, czyli odnoszącej się do osoby Jezusa Chrystusa. Inne uroczystości nie zwalniają od obowiązku wstrzemięźliwości.

Dodajmy jeszcze uwagę o poście eucharystycznym: godzinę przed przyjęciem Komunii Św. katolik nie powinien przyjmować żadnych pokarmów oprócz wody i ewentualnie lekarstw. Post, wstrzemięźliwość i post eucharystyczny nie obowiązują ludzi obłożnie chorych.

Oczywiście, każdy chrześcijanin, jeżeli tego pragnie, może nałożyć na siebie inne, może nawet bardziej surowe praktyki postne: post o chlebie i wodzie, praktykowanie wstrzemięźliwości w inne dni i im podobne. W przypadku wątpliwości związanych ze stanem zdrowia, dobrze jest poradzić się lekarza, spowiednika lub kierownika duchowego, ponieważ post, podjęty nawet w dobrej intencji, nie powinien powodować znacznego uszczerbku na zdrowiu.

Na progu Wielkiego Postu życzę, aby wszelkie praktyki pokutne pomagały nam w zbliżaniu się do Chrystusa i umiejętności myślenia tak jak On, a więc prawdziwego nawracania się.

Ks. Marek Sawicki

Jałmużna wyrazem szczerej miłości człowieka

Jedną z trzech ścieżek prowadzących nas przez Wielki Post jest jałmużna. Samo słowo kojarzymy może dziś pejoratywnie, bo zdaje się ono sugerować jakąś formę doszytej pogardą litości. Wolimy mówić o akacjach charytatywnych w postaci na przykład tak dziś powszechnie obecnych w przestrzeni publicznej zbiórkach na szczytne cele, dobroczynności… Tymczasem, jeśli uświadomimy sobie czym w istocie ma być jałmużna, to okazuje się, że to coś więcej niż wkładanie pieniędzy do puszki czy przelewanie ich na konto jakiejś organizacji.

Wraz z pozostałymi ścieżkami wielkopostnymi ma być ona wyjściem na spotkanie. Jezusowe – „wejdź do izdebki i módl się do Ojca, który jest w ukryciu” to nic innego jak zachęta do bardzo intymnego spotkania z Bogiem w modlitwie. Post, czyli różne formy wyrzeczenia, to szansa na spotkanie samego siebie uwolnionego od różnego rodzaju przywiązań. I tych grzesznych i tych moralnie neutralnych, ale często odbierających nam pewien rodzaj wewnętrznej wolności. Wolności, w której mogę, ale nie muszę. I wreszcie jałmużna w swej najgłębszej istocie ma być spotkaniem z drugim człowiekiem. Nawet wtedy, gdy bezpośrednio się z nim nie zetknę.

Zaczyna się ona od zadania sobie pytania, czy ja w ogóle lubię ludzi, czy jest dla nich miejsce w moim życiu. Punktem wyjścia jest zatem nie spojrzenie do portfela w poszukiwaniu tego, co mogę dać w sensie materialnym, ale spojrzenie w siebie, czy jest tam przestrzeń dla drugiego człowieka. Oczywiście wymiaru materialnego nie można negować, zwłaszcza, gdy jest połączony ze zdrowo rozumianym postem, ale najgłębszy sens postu odkrywamy wtedy, gdy to, co „zaoszczędzimy” przez wyrzeczenia, oddamy innym. Mogą to być oczywiście pieniądze, ale też nasz czas poświęcony innym, zainteresowanie, konkretne działania czy wreszcie przebaczenie. Jałmużną może też być nasza modlitwa za kogoś, a także post podjęty w intencji konkretnej osoby. Najważniejsze jednak jest to, by we wszelkich tego typu działaniach była obecna szczera miłość do ludzi a nie próba podreperowania swojego wizerunku w cudzych czy też własnych oczach.

Ks. Piotr Nowak

 Jezus nauczycielem i wzorem modlitwy

„Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów»” (Łk 11,1).
W wielkim poście jesteśmy szczególnie zachęcani do ożywienia naszej osobistej modlitwy. Jest ona nazywana jednym z trzech najważniejszych dobrych uczynków. Pomyślmy jakie są najważniejsze czynności naszego Ciała? Oddychanie, jedzenie a może sen? Aby utrzymać żywotność naszego organizmu, pieczołowicie dbamy, by nam tych życiodajnych elementów nie zabrakło. Niezaprzeczalnie potrafimy doskonale dbać o nasze ciało, jednak czy z takim samym pietyzmem troszczymy się o naszą duszę? Czy modlitwa jest dla mojej duszy tym samym, co powietrze dla ciała? Czy jest moim duchowym pokarmem, balsamem ukojenia, przestrzenią spoczynku?
Przychodzący Jezus objawiający nam tajemnice Królestwa Bożego jest pierwszym i zasadniczym wychowawcą modlitwy. Jeżeli chcemy stać się uczniami tego Królestwa, powinniśmy przyjrzeć się Mistrzowi zanurzonemu w modlitwę.
Na średniowiecznej rycinie widzimy Chrystusa, który zwraca się do Ojca. Jezus modli się sam, na pustkowiu. Uczniowie wpatrują się w Chrystusa w pewnej odległości. Święty Piotr ręką wskazuje na Chrystusa, ukazując apostołom Jezusa jako Tego, który jest nauczycielem i wzorem modlitwy.
Czego chce nas nauczyć Jezus w Modlitwie? Spoglądając na obraz dostrzegamy, że spojrzenie Jezusa utkwione jest w Obliczu Boga. Pierwszym bardzo ważnym elementem modlitwy jest świadomość relacji. Modlitwa jest wejściem w przestrzeń obecności Boga. Jest pełnym wiary spojrzeniem w stronę Boga, który prosi aby Go nazywać Ojcem. Warto w tym miejscu postawić sobie pytanie, czy za każdym razem, kiedy zaczynam się modlić uświadamiam sobie, że Bóg staje obok mnie? Świadomość Bożej obecności jest pierwszym zasadniczym aspektem modlitwy.
Wiele osób skarży się, że modlitwa im nie wychodzi, że niczego na niej nie odczuwają. W kazaniu na Górze Jezus chce zaradzić tym problemom. Zachęcając do niej, czyni nam bardzo cenną uwagę. „Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6, 6).
Święta Teresa od Jezusa, mistrzyni modlitwy i kontemplacji, porównywała wewnętrzne życie duchowe człowieka do pałacu, w którego centrum znajduje się Chrystus. Jedyną bramą do tego pałacu jest modlitwa. Jeżeli z uwagą nie domkniemy tej bramy – opisuje święta – to grozi nam niebezpieczeństwo, że to, co znajduje się na zewnątrz tej budowli może nas wyciągnąć, uniemożliwiając spotkanie z Oblubieńcem. Pośpiech współczesnego życia sprawia, że wchodzimy w modlitwę „z rozpędu” bez odpowiedniego przygotowania. Skutkuje to często licznymi rozproszeniami. Narzekamy, że nasza modlitwa jest ciągłym dryfowaniem na morzu rozproszeń. Taki stan nas zniechęca, dlatego zdarza się, iż porzucamy dzieło modlitwy. Jezus zanim nauczył nas najwspanialszej modlitwy Ojcze Nasz, wyraźnie podkreślał: […] wejdź i zamknij drzwi.
Kiedy następnym razem wzbudzisz w sobie pragnienie modlitwy zastosuj się do zaleceń Jezusa. Postaraj się o odpowiednie miejsce na modlitwę. Zanim ją zaczniesz uspokój myśli i zastanów się, z Kim będziesz za chwilę rozmawiać. Uświadom sobie obecność Jezusa. Zamknij oczy, uspokój oddech i zobacz jak stoi obok ciebie Chrystus. Popatrz na Jego twarz, oczy. Zauważ Jego uśmiech, który kieruje w Twoją stronę. Gdy obraz ten wyraźnie dostrzeżesz, zacznij mówić powoli słowa modlitwy nie spiesząc się, zwracając uwagę na każdy wyraz, rozsmakuj się w nich, niech przenikną cię na wskroś. Kiedy poczujesz Jego ciepłe wejrzenie na Ciebie, odwdzięcz się tym samym, przebywaj w jego obecności nic już nie mówiąc. Trwaj, tylko trwaj…

ks. Kordian Broniarczyk